[literatura.com]

Spojrzeć na świat… inaczej!
 
 
W maju uczęszczałam na zajęcia z cyklu [literatura.com] i muszę przyznać, że było warto, ale może od początku…
 
Pierwsze zajęcia to był totalny kosmos. Wiedziałyśmy z Gosią, że to nie szkoła, ale mimo wszystko była to nauka. Myślałyśmy, że będziemy siedzieć i słuchać, ale nic bardziej mylnego. My się bawiłyśmy! Przyznać trzeba, że Pani Agnieszka Gadzińska-Grądkiewicz pozytywnie nas zaskoczyła.
 
Na każdych zajęciach coś innego!

Najpierw układałyśmy słowa ze wszystkiego, co było pod ręką: wycinałyśmy litery z serwetek, kartek, a nawet bazgrałyśmy po podłodze pastą do zębów, aby potem zauważyć, że litery otaczają nas wszędzie. Na przykład na literę „o” możemy postawić okrągłe opakowanie. Na następnych spotkaniach pisałyśmy wiersz, jeszcze później czytałyśmy fragment „Odyseusza”, aby go narysować na ścianie. Słuchałyśmy też często muzyki bądź wierszy.

Czasem nawet zostawałyśmy dłużej, bo zwyczajnie było interesująco!

Pani Agnieszka nauczyła nas dużo, nawet bardzo dużo. Zrozumiałyśmy, że nauka nie musi być nudna. Może być ona zabawna i interesująca.

Po tych kilku godzinach umiałyśmy spojrzeć na świat… inaczej. Kiedy coś zmienimy, nie znaczy to, że coś zepsułyśmy. Kiedy chcemy, możemy wyrazić swoją opinię i nikt nam tego nie zabroni.

Najlepsze jest to, że siedząc tam, czułyśmy się dobrze, nie byłyśmy pod naciskiem. Kiedy nie znałyśmy odpowiedzi, szukałyśmy jej na wszelkie możliwe sposoby. Czułyśmy się jakbyśmy wpadły do Miętowego Królika na przyjacielskie pogaduchy, a nie na zajęcia.

Niestety Pani Agnieszka nie będzie prowadzić kolejnych zajęć, ale wierzę, że to, czego nas nauczyła zapamiętamy jeszcze na długo…

 

Z podziękowaniami

Dla Pani Agnieszki

za mile spędzony czas

Asia

 

 

 
Obraz i ściana
 
Spotkałam Joannę i Gosię, ponieważ przychodziły do Miętowego Królika na warsztaty literackie; ten Królik czuwa nad firmą, która daje miejsce programowi Młodzież w działaniu.
 
Rozglądam się teraz, co dziewczyny, które właśnie skończyły gimnazjum, i były młodzieżą w działaniu, podarowały mi na dalszą drogę.
 
Miałam im, tak młodziutkim, pokazać miejsca od Homera do liberatury – w dziesięć godzin. I z zadaniem poczułam się jak ktoś, kto słyszy, że dostał mniej niż pół doby na podróż dookoła świata, po to, by zobaczyć świat dokładniej niż bez tej wyprawy.
 
Dlatego, jednak, jedynym z literackich kolosów, który przez jedną z dziesięciu godzin pobył z nami nieco bliżej, został Odyseusz. Żaden z nawiązań. Z Homera. Tyle że taki, jakiego w miarę realnie można poznać w godzinę: nieprzeczytany, a z pogłosów. Zasłyszany.
 
Rysowałyśmy starogreckie imię z Joanną, kredą na jednej ze ścian, tej od góry do dołu pomalowanej czarną farbą tablicową. Joasia znalazła dla niego zaktualizowaną postać. Trafną, zabawną i wyzbytą prób udawania, że się wie coś, czego się nie wie; taki rodzaj bycia budzi mój szacunek w spokoju.
 
Zaktualizowałyśmy plik „Odyseusz”: z nieba, z chmur – żeby się ukazały, potrzebny był ostatni, najwyższy szczebel drabiny – spływał duch, czy może duszek, powielany kredą coraz niżej, i niżej.
 
Zatrzymał się na wyspie, mniej więcej pośrodku tablicy. Tam również, w połowie drogi między sufitem a podłogą, powstał, z literówki, bóg Zeusz, echo starego bóstwa.
Dokończyłam szlak nowego Odysa: pomagałam mu, rysując, z wyspy zejść na ziemię. To znaczy, na podłogę.
 
Tak Odys-obraz znikł z naszego pola widzenia, a my zostałyśmy, przecież trzy władczynie trzech Itak: raz po raz ze znanego w nieznane po skarby – niektórzy gotowi może mówić o swoich własnych: „po łupy”.
 
Ot, trzy Odyseje na wyciągnięcie ręki.
 
Nie wiem, czy kiedyś, a jeśli tak, to kiedy, gdzie, w jaki sposób Joanna i Gosia postanowią przyjrzeć się uważniej temu duchowi ze ściany z ich czasów gimnazjalnych i czy któraś z nich dowie się o nim więcej.
 
Bo jak przygody pamięci bywają o wiele częściej, niż nam się wydaje, zagadkami bez łatwych rozwiązań, a przyszłość jest mniej przewidywalna, niż chcielibyśmy w to wierzyć?
 
Bo kto z tamtych żywych mężczyzn, dawniejszych jeszcze od Homera, kto z tych z krwi i kości prawzorów dla „Odysei”, trzaskających tarczami, potrafił przewidzieć, że jakiś spośród Greków, w podróży przez czas i najrozmaitsze przestrzenie, zyska kształt ducha z kredy na ścianie u Miętowego Królika spod Zielonej Góry? I to, jakby jeszcze było mało niemożliwości, z rąk kobiecych i w druku w sieci później, w odsłonie z warsztatów w Unii Europejskiej?
 
Od Homera po liberaturę. Jak od malarstwa w jaskini po szkice na tablicach i graffiti. Pomimo różnic, przemian, utrzymuje się reguła: o wyglądach człowieka i świata (tak z książki, jak skądinąd) zdecyduje poczucie bliskości wobec tych obydwu. Ono o wiele prawdopodobniej nada kształt postaci niż jakikolwiek przymus przybliży, a tym bardziej stworzy, literackiego bohatera. 
 
Od Gosi i Joanny nauczyłam się, być może, znacznie więcej niż Joanna i Gosia nauczyły się na razie od Agnieszki. Żadnej u mnie pewności, że dziewczyny kiedykolwiek przeczytają w całości lub we fragmentach epopeje układane przez istniejącego bez żadnej pewności ślepca sprzed blisko trzech tysięcy lat. Lub zaczną się zajmować liberaturą.
 
Natomiast mnie podczas naszych godzin raz po raz przybywało Odysów nieznanych do Odysów, jakich znałam. I o tym wiem. Dlatego za Konstandinosem Kawafisem powiem:
 

„Jeżeli do Itaki wędrować zamierzasz,

życzyć sobie winieneś, by długa była wędrówka,

pełna przygód i doświadczeń.
 
I będę miała nadzieję, że ktoś zechce doczytać całość wiersza. W oryginale albo w jednym z tłumaczeń. Bo czemu miałabym wierzyć, że zrobi to jakiś Każdy?
 
Możliwe, że jeśli dziecku świadomie pozwoli się działać na dorosłego, zamiast tylko dorosłemu na dziecko, łatwiej i dziecku, i dorosłemu myśleć o ciągłości kultury, i ją dostrzegać, zamiast przysparzać kulturze wydumanej słabości. Ot, nieskończenie trwały, powtarzalny model ducha wpływającego na świat dopiero wtedy, gdy z nieba lub sufitu przedostanie się na ziemię.
 
 
Agnieszka Gadzińska-Grądkliewicz
 
 
 
 
 
 
Projekt ten jest realizowany  przy wsparciu finansowym Komisji Europejskiej, w ramach programu "Młodzież w działaniu".